Szczegóły nowego podatku dla elektryków
Co musisz wiedzieć? W skrócie – Nowy podatek dla elektryków
- Szczegóły nowego podatku dla elektryków. Wielka Brytania wprowadza od kwietnia 2028 roku podatek od przejechanych kilometrów dla elektryków – 3 pensy za milę (około 9 groszy za kilometr), co dla przeciętnego kierowcy oznacza około 1155 złotych rocznie, a Islandia już w 2024 roku uruchomiła podobny system z opłatą 6 koron za kilometr .
- W Polsce od stycznia 2026 roku wchodzą nowe limity amortyzacji samochodów firmowych – auta spalinowe można odliczyć tylko do 100 tysięcy złotych zamiast dotychczasowych 150 tysięcy, podczas gdy elektryki zachowują pełne odliczenie do 225 tysięcy złotych.
- Eksperci przewidują, że opodatkowanie elektryków za przejechane kilometry jest nieuniknionym trendem w całej Europie, ponieważ rządy muszą zrekompensować spadające wpływy z akcyzy na paliwa – brytyjski system ma przynieść 1,4 miliarda funtów rocznie do 2030 roku
Spis treści

Szczegóły nowego podatku dla elektryków. Właściciele samochodów elektrycznych w Europie stoją przed końcem ery finansowych przywilejów. Wielka Brytania jako pierwsza wprowadziła rewolucyjny system opodatkowania aut elektrycznych oparty na przejechanych kilometrach. Od kwietnia 2028 roku brytyjscy kierowcy elektryków zapłacą 3 pensy za każdą milę, czyli równowartość około 9 groszy za kilometr. To przełomowe rozwiązanie, które może szybko rozprzestrzenić się na inne kraje europejskie, w tym Polskę. Rządy w całej Europie obserwują ten eksperyment z zainteresowaniem, szukając sposobów na zrekompensowanie spadających wpływów z akcyzy na paliwa płynne.
Wprowadzenie podatku od przejechanych kilometrów dla elektryków nie jest zaskoczeniem dla ekspertów motoryzacyjnych. Od lat przewidywali oni, że żadne państwo nie zrezygnuje z miliardowych wpływów do budżetu, które dotychczas generowały podatki paliwowe. Gdy coraz więcej kierowców przesiada się na samochody elektryczne, tradycyjne źródła finansowania infrastruktury drogowej po prostu wysychają. Wielka Brytania szacuje, że nowy podatek przyniesie 1,4 miliarda funtów rocznie do 2030 roku. Islandia już w 2024 roku uruchomiła podobny system, nakładając opłatę 6 koron za każdy kilometr dla elektryków i aut wodorowych.
Jak będzie działać brytyjski system opodatkowania
Szczegóły nowego podatku dla elektryków. Brytyjski podatek od przejechanych kilometrów zostanie naliczany automatycznie podczas obowiązkowych przeglądów technicznych MOT. System jest prosty i trudny do obejścia. Przebieg pojazdu będzie sprawdzany na podstawie licznika podczas corocznego badania technicznego, a następnie różnica w stosunku do poprzedniego roku zostanie pomnożona przez odpowiednią stawkę. Właściciele samochodów w pełni elektrycznych zapłacą 3 pensy za milę, podczas gdy posiadacze hybryd plug-in uiszczą połowę tej kwoty, czyli 1,5 pensa.
Dla przeciętnego brytyjskiego kierowcy, który rocznie pokonuje około 8000 mil, nowy podatek oznacza wydatek rzędu 1155 złotych rocznie, czyli około 96 złotych miesięcznie. Rząd podkreśla, że to wciąż około połowa tego, co właściciele pojazdów spalinowych płacą w podatkach ukrytych w cenie paliwa. Stawki będą corocznie waloryzowane o wskaźnik inflacji, co oznacza, że z czasem obciążenie będzie rosło proporcjonalnie do wzrostu cen.
Co istotne, nowa danina zwana roboczo eVED, czyli Electric Vehicle Excise Duty, nie zastąpi dotychczasowych opłat. Będzie to dodatkowe obciążenie, które dochodzi do już istniejącej opłaty akcyzowej w wysokości 195 funtów rocznie, którą właściciele elektryków muszą płacić od kwietnia 2025 roku. System ten budzi kontrowersje, ponieważ przebieg będzie sprawdzany niezależnie od tego, czy auto eksploatowane jest w Wielkiej Brytanii czy poza nią. Kierowcy, którzy często podróżują za granicę, będą musieli płacić za kilometry przejechane również poza krajem.

Europejski trend opodatkowania elektromobilności
Wielka Brytania nie jest pionierem w tej dziedzinie. Islandia uruchomiła podobny system już w styczniu 2024 roku, stając się pierwszym krajem w Europie z podatkiem naliczanym od dystansu dla pojazdów zeroemisyjnych. Islandzki model zakłada opłatę 6 koron za każdy kilometr dla samochodów elektrycznych i wodorowych oraz 2 korony dla hybryd plug-in. Decyzja była podyktowana faktem, że w 2023 roku samochody elektryczne zajęły 47 procent islandzkiego rynku nowych aut, co drastycznie obniżyło wpływy z podatków paliwowych.
Islandzki system jest nieco bardziej skomplikowany niż brytyjski. Opłata jest obliczana miesięcznie na podstawie średniej liczby pokonywanych dziennie kilometrów. Jeśli Islandczyk pokona przez rok 20 tysięcy kilometrów samochodem elektrycznym, zapłaci państwu 120 tysięcy koron, co stanowi równowartość ponad 3,5 tysiąca złotych. Dla hybrydy plug-in taki sam dystans kosztowałby kierowcę 40 tysięcy koron, czyli prawie 1,2 tysiąca złotych. Co ciekawe, Islandia planuje rozszerzyć ten podatek również na samochody spalinowe od 2025 roku, argumentując, że nowoczesne, oszczędne silniki generują zbyt małe wpływy z akcyzy.
W innych częściach świata podobne rozwiązania już funkcjonują. W niektórych stanach USA, Nowej Zelandii i na Islandii kierowcy elektryków płacą dodatkowe opłaty mające zrekompensować brak wpływów z podatków paliwowych. Trend ten z pewnością dotrze do Polski. Choć na razie polscy kierowcy elektryków cieszą się przywilejami, brytyjski i islandzki scenariusz pokazuje, że jest to stan przejściowy. Opodatkowanie użytkowania dróg w oparciu o przejechane kilometry wydaje się nieuniknionym kierunkiem zmian systemowych w całej Europie.
WAŻNE TAKŻE : SPADEK WARTOŚCI SAMOCHODÓW ELEKTRYCZNYCH
Polski kontekst – co czeka właścicieli elektryków
W Polsce na razie nie ma oficjalnych planów wprowadzenia podatku od przejechanych kilometrów, ale krajobraz podatkowy dla elektromobilności już się zmienia. Od 1 stycznia 2026 roku wchodzą w życie nowe zasady opodatkowania samochodów firmowych, które znacząco zmieniają ekonomikę wyboru napędu. Nowelizacja ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych wprowadza limity oparte na emisji dwutlenku węgla, które mają zachęcać przedsiębiorców do wyboru pojazdów zeroemisyjnych.
Zgodnie z nowymi przepisami, samochody emitujące więcej niż 50 gramów CO2 na kilometr, czyli praktycznie każdy model spalinowy i większość hybryd plug-in, będą mogły być zaliczane do kosztów podatkowych jedynie do 100 tysięcy złotych. To spadek o jedną trzecią w stosunku do dotychczasowego limitu wynoszącego 150 tysięcy złotych. Z kolei samochody elektryczne i wodorowe zachowują prawo do pełnego odliczenia do kwoty 225 tysięcy złotych. Przedsiębiorca kupujący do firmy auto spalinowe może stracić nawet od 9,5 do 20,5 tysiąca złotych na jednym pojeździe, w zależności od formy opodatkowania.
Eksperci z branży doradczej, w tym przedstawiciele EY, KPMG i Arval Polska, zwracają uwagę, że firmy mają jeszcze czas do końca 2025 roku, aby zakupić i wpisać samochody spalinowe do ewidencji środków trwałych na starych zasadach. Po 1 stycznia 2026 roku nowe limity będą już obowiązkowe bez możliwości cofnięcia. Analitycy przewidują, że zmiany podatkowe zwiększą atrakcyjność inwestycji w elektryki i hybrydy plug-in nawet o 15-20 procent w ujęciu całkowitego kosztu posiadania.
Warto również wspomnieć o kolejnej zmianie, która weszła w życie w 2025 roku. Po raz pierwszy właściciele prywatnych samochodów elektrycznych mogą rozliczać koszty eksploatacji służbowej w oparciu o kilometrówkę. Projektowane przepisy przewidują stawkę 0,60 złotych za kilometr dla aut elektrycznych i wodorowych, podczas gdy samochody spalinowe mają stawki 1,04 lub 1,34 złotych za kilometr w zależności od mocy silnika. Resort infrastruktury tłumaczy niższe stawki dla elektryków niższymi kosztami eksploatacji, w tym mniejszą liczbą części i wyższą efektywnością energetyczną.
Patrząc na brytyjski i islandzki przykład, można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że podobne rozwiązania w przyszłości trafią również nad Wisłę. Ministerstwo Finansów będzie musiało znaleźć sposób na załatanie dziur budżetowych powstających wskutek spadających wpływów z akcyzy na paliwa płynne. Jeśli brytyjski system opodatkowania przyniesie zakładane wpływy, będzie to argument finansowy trudny do zignorowania dla polskiego rządu. Na razie jednak polscy właściciele elektryków mogą cieszyć się okresem przejściowym, w którym korzystają z licznych przywilejów podatkowych i niższych kosztów eksploatacji.


