Wielka Brytania zakazuje reklam fast food. Czy Polska pójdzie za ciosem?
Co musisz wiedzieć? – Wielka Brytania zakazuje reklamy śmieciowego jedzenia.
- Wielka Brytania zakazuje reklam fast food. Od stycznia 2026 roku obowiązuje zakaz reklamy niezdrowej żywności w telewizji przed godziną 21:00 i całkowity zakaz w internecie – regulacja ma zapobiec 20 tysiącom przypadków otyłości dziecięcej rocznie.
- Polska opiera się dotychczas na dobrowolnym porozumieniu nadawców telewizyjnych, choć polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, a ponad 20 procent z nich ma już nadwagę.
- Presja ze strony Unii Europejskiej i rosnąca świadomość społeczna mogą przyspieszyć wprowadzenie twardych regulacji prawnych w Polsce – pytanie nie brzmi już „czy”, ale „kiedy”.
Spis treści

Na początku stycznia 2026 roku Wielka Brytania weszła do wąskiego grona państw, które zdecydowały się na odważny krok w walce z epidemią otyłości wśród dzieci. Wprowadzony zakaz reklamy niezdrowej żywności to jeden z najbardziej restrykcyjnych aktów prawnych tego rodzaju na świecie. Pytanie, które coraz głośniej zadają eksperci, politycy i rodzice po drugiej stronie Europy, brzmi: czy Polska znajdzie odwagę, by pójść tym samym śladem?
WARTO PRZECZYTAĆ : Surówki dla zdrowia
Brytyjski zakaz – co dokładnie się zmieniło?
Wielka Brytania zakazuje reklam fast food .Na mocy nowych przepisów reklama produktów spożywczych wysokich w tłuszcze, sól i cukier jest zakazana w telewizji przed godziną 21:00 oraz w internecie przez całą dobę. To regulacja, na którą czekano od lat – pierwotnie miała wejść w życie w październiku 2025 roku, jednak była dwukrotnie opóźniana pod naciskiem branży spożywczej i mediowej.
Skala problemu, który te przepisy mają rozwiązać, jest alarmująca. W momencie rozpoczęcia nauki w szkole podstawowej ponad 22 procent dzieci w Anglii ma nadwagę lub otyłość, a do czasu ukończenia szkoły podstawowej odsetek ten rośnie do prawie 36 procent. Próchnica zębów jest przy tym najczęstszą przyczyną hospitalizacji małych dzieci.
To także może Cię zainteresować: Przeczytaj “Jak pamiętać wszystko, czego się nauczyłeś?”, aby dowiedzieć się więcej!
Rząd szacuje, że nowe regulacje przyniosą wymierne efekty zdrowotne. Według rządowych modeli zakaz może usunąć z diety dzieci nawet 7,2 miliarda kalorii rocznie i zapobiec około 20 tysiącom przypadków otyłości dziecięcej. Zakaz obejmuje szerszy katalog produktów niż tylko klasyczne fast foody. Regulacje dotyczą nie tylko chipsów, słodyczy i napojów gazowanych, ale również niektórych płatków śniadaniowych, batonów zbożowych, słodzonego pieczywa czy gotowych dań.
Warto jednak zauważyć, że nowe prawo ma swoje luki. Firmy mogą nadal reklamować swoją markę lub całą linię produktów, o ile nie pokazują konkretnego niezdrowego produktu. Oznacza to, że sieć fast food może emitować reklamy ze swoim logo, ale bez wizerunku burgerów czy milkshake’ów. Krytycy wskazują też, że od czasu ogłoszenia restrykcji wydatki firm spożywczych na reklamę zewnętrzną – billboardy, przystanki autobusowe – znacząco wzrosły, wypełniając lukę pozostawioną przez regulacje.

Polska – samoregulacja zamiast twardego prawa
Na tle Wielkiej Brytanii, Norwegii czy Hiszpanii Polska jawi się jako kraj, który wciąż stawia na dobrowolną współpracę z branżą zamiast na wiążące przepisy. Od 2015 roku w Polsce funkcjonuje porozumienie nadawców telewizyjnych, KRRiT, Rady Reklamy i Polskiej Federacji Producentów Żywności, które ogranicza reklamy niezdrowej żywności w audycjach dla dzieci do lat 12. W 2025 roku porozumienie zostało zaktualizowane o rozszerzone kryteria żywieniowe.
Czy to wystarczy? Eksperci mają poważne wątpliwości. Marta Pawłowska, przewodnicząca Prezydium Partnerstwa „Stop Otyłości”, podkreśla, że tylko 7 procent reklam dotyczy żywności, którą można uznać za zdrową – to wartość niemal w granicach błędu statystycznego. Polska ma przy tym poważny problem zdrowotny do rozwiązania. Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, a nadwagę ma już ponad 20 procent dzieci i młodzieży w naszym kraju.
Więcej informacji o podobnej tematyce znajdziesz tutaj: Dwadzieścia minut ruchu, które zmieniają mózg. To są fakty naukowe
Próby wprowadzenia twardych regulacji prawnych nie są w Polsce nowe. Kolejne rządy podchodziły do tematu, ale żaden nie doprowadził sprawy do końca. Jeszcze rząd PO-PSL chciał ograniczyć reklamy niezdrowej żywności, ale projekt ustawy ugrzązł w Sejmie. Problemem jest też kwestia definicji – Biuro Ekspertyz Kancelarii Sejmu zwróciło uwagę, że w polskim prawie nie ma nawet definicji słowa „słodycze”, co poważnie utrudnia egzekwowanie ewentualnych regulacji.
Presja zewnętrzna na Polskę może jednak wzrosnąć. Eksperci z Europejskiego Sojuszu Zdrowia Publicznego apelują, by Komisja Europejska do 2026 roku przyjęła wiążące przepisy ograniczające marketing niezdrowej żywności dla dzieci. Jeśli Bruksela zdecyduje się na twarde regulacje unijne, Polska nie będzie miała wyboru.
Jeśli ciekawi Cię ten temat, to tutaj mamy drugi artykuł o podobnej tematyce: AI działa nie tylko dla nas, ale też przeciw nam. Deepfake i ataki hakerskie to zagrożenie
Czy zakaz reklam naprawdę działa?
Nie brakuje głosów sceptycznych wobec skuteczności takich regulacji. Część ekspertów wskazuje, że dzieci nie sięgają po niezdrowe jedzenie dlatego, że widziały reklamę w telewizji, ale dlatego, że raz spróbowały i chcą znowu. Kluczowa jest edukacja żywieniowa w domu i w szkole.
Z drugiej strony dane są trudne do zignorowania. Badanie zaprezentowane na Europejskim Kongresie Otyłości w 2025 roku wykazało, że nawet pięciominutowy kontakt dziecka z reklamą niezdrowej żywności może spowodować spożycie znacząco większej liczby kalorii przez cały dzień. Przykłady z miast, które zdecydowały się na zakaz wcześniej, mówią same za siebie – zakaz reklamy niezdrowej żywności w sieci Transport for London, wprowadzony w 2019 roku, wykazał wyraźne zmniejszenie wydatków na niezdrową żywność wśród mieszkańców.
Wielka Brytania zrobiła krok, który wielu uważało za niemożliwy politycznie. Norwegia poszła nawet dalej. Europa powoli budzi się z letargu w kwestii ochrony dzieci przed agresywnym marketingiem żywnościowym. Polska stoi dziś na rozdrożu – może poczekać, aż zmusi ją do działania Bruksela, albo wykazać się inicjatywą i zadbać o zdrowie najmłodszych Polaków na własnych warunkach. Czas nagli, bo statystyki otyłości wśród polskich dzieci nie czekają na decyzje polityków .


