Tych zabiegów nie mogą robić kosmetyczki
Co musisz wiedzieć? W skrócie – Tych zabiegów nie mogą robić kosmetyczki
- Ministerstwo Zdrowia w komunikacie z stycznia 2026 roku jednoznacznie stwierdziło, że zabiegi medycyny estetyczno-naprawczej (m.in. botoks, wypełniacze, lasery wysokoenergetyczne, nici) to świadczenia zdrowotne i mogą je wykonywać wyłącznie lekarze z odpowiednimi kwalifikacjami.
- Kosmetyczki, kosmetolodzy i inne osoby bez tytułu lekarza nie mają prawa do tych procedur – nawet po ukończeniu kursów; certyfikaty szkoleniowe nie nadają uprawnień.
- Nieinwazyjne zabiegi kosmetyczne pozostają dozwolone dla branży beauty, ale granica biegnie tam, gdzie pojawia się ryzyko powikłań i naruszenie ciągłości skóry.
Spis treści

Ministerstwo Zdrowia stawia granicę: inwazyjne zabiegi medycyny estetycznej wyłącznie dla lekarzy
W ostatnich dniach branża beauty i medycyny estetycznej została wstrząśnięta oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia. Resort w komunikacie z 23 stycznia 2026 roku (opublikowanym 30 stycznia) jednoznacznie rozstrzygnął wieloletni spór: procedury medycyny estetyczno-naprawczej to świadczenia zdrowotne, a nie usługi kosmetyczne. Wykonywać je mogą wyłącznie lekarze – i to nie wszyscy, lecz ci z odpowiednimi kwalifikacjami. Kosmetyczki, kosmetolodzy oraz inne osoby bez prawa wykonywania zawodu lekarza nie mają do tego uprawnień, nawet jeśli legitymują się certyfikatami z licznych kursów i szkoleń.
Decyzja resortu zdrowia kończy erę szarej strefy, w której w gabinetach kosmetycznych wstrzykiwano toksynę botulinową, kwas hialuronowy czy wykonywano zabiegi laserowe o wysokim ryzyku powikłań. Ministerstwo podkreśla, że takie procedury niosą realne zagrożenie dla zdrowia, a czasem życia pacjentów – od zakażeń, przez martwicę tkanek, po trwałe deformacje twarzy.
WARTO PRZECZYTAĆ : Jak ciśnienie atmosferyczne wpływa na zdrowie
Dlaczego resort zdrowia zdecydował się na tak wyraźne stanowisko?
Tych zabiegów nie mogą robić kosmetyczki .Komunikat jest odpowiedzią na setki zapytań kierowanych do Ministerstwa Zdrowia oraz na rosnące doniesienia o powikłaniach po zabiegach wykonywanych przez osoby bez wykształcenia medycznego. W ostatnich latach Polska stała się jednym z europejskich liderów rynku medycyny estetycznej – szacuje się, że rocznie wykonuje się tu setki tysięcy iniekcji wypełniaczy i botoksu. Niestety wraz z boomem rosła liczba powikłań wymagających hospitalizacji. Lekarze alarmowali, że pacjenci trafiają do nich z poważnymi konsekwencjami – m.in. z zatorami naczyniowymi po nieprawidłowo podanym kwasie hialuronowym czy zakażeniami po mezoterapii igłowej wykonanej w niesterylnych warunkach.
Ministerstwo Zdrowia w komunikacie podkreśla, że procedury medycyny estetyczno-naprawczej wiążą się z naruszeniem ciągłości skóry, podaniem substancji farmakologicznych lub użyciem urządzeń medycznych klasy wyższego ryzyka. Dlatego zalicza je do świadczeń zdrowotnych w rozumieniu ustawy o działalności leczniczej. To automatycznie oznacza, że mogą je wykonywać wyłącznie osoby posiadające prawo wykonywania zawodu lekarza (lub lekarza dentysty) oraz odpowiednie dodatkowe kwalifikacje.

Kto konkretnie może wykonywać zabiegi medycyny estetycznej?
Według stanowiska resortu uprawnienia przysługują przede wszystkim specjalistom dermatologii i wenerologii oraz chirurgii plastycznej. To oni mają w programie specjalizacji elementy medycyny estetycznej i są najlepiej przygotowani do rozpoznawania zmian skórnych, powikłań oraz ich leczenia.
Jednak drzwi nie są całkowicie zamknięte dla innych lekarzy. Resort dopuszcza, by procedury wykonywali także lekarze bez tych specjalizacji oraz lekarze dentyści – pod warunkiem, że posiadają prawo wykonywania zawodu na czas nieokreślony, odbyli dodatkowe szkolenia i uzyskali certyfikaty potwierdzające kompetencje w zakresie konkretnych procedur medycyny estetyczno-naprawczej. Lista takich procedur jest określona m.in. przez Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego (CMKP) i obejmuje:
- wstrzykiwanie toksyny botulinowej,
- modelowanie i wypełnianie tkanek usieciowanym kwasem hialuronowym,
- terapię osoczem bogatopłytkowym (PRP),
- stosowanie laserów wysokoenergetycznych,
- peelingi chemiczne średniogłębokie i głębokie,
- zakładanie nici liftingujących,
- lipotransfer,
- lipolizę iniekcyjną.
Kluczowe jest to, że certyfikaty wydane przez prywatne firmy szkoleniowe osobom niemedycznym nie mają żadnej mocy prawnej – potwierdzają jedynie udział w kursie, a nie nadają uprawnień do wykonywania zabiegów.
Co zostaje w rękach kosmetyczek i kosmetologów?
Ministerstwo nie zakazuje całej działalności branży beauty. Zabiegi o niskim ryzyku, nieinwazyjne i niełamiące ciągłości skóry nadal mogą wykonywać kosmetyczki oraz kosmetolodzy. Chodzi m.in. o:
- oczyszczanie twarzy,
- masaże,
- nakładanie maseczek i peelingów powierzchownych,
- mezoterapię mikroigłową (jeśli urządzenie jest zarejestrowane jako kosmetyczne, a nie medyczne),
- zabiegi laserowe o niskiej energii (zgodnie z przeznaczeniem producenta).
Resort podkreśla, że decydujące jest oznaczenie wyrobu przez producenta – jeśli klasyfikuje go jako urządzenie medyczne i ogranicza użytkownika do personelu medycznego, to kosmetyczka nie może go używać legalnie.
Stanowisko Ministerstwa Zdrowia z początku 2026 roku to wyraźny sygnał dla rynku: bezpieczeństwo pacjenta jest ważniejsze niż szybki zysk z popularnych zabiegów. Branża beauty musi się dostosować – część gabinetów prawdopodobnie ograniczy ofertę, inne zatrudnią lekarzy współpracujących. Dla pacjentów oznacza to nadzieję na większą ochronę przed powikłaniami, choć z pewnością wpłynie też na ceny i dostępność niektórych procedur.


