Trump uderza w sojuszników z NATO
Spis treści

To nie był kolejny impuls Twittera ani negocjacyjny blef. Kiedy 20 marca 2026 roku Donald Trump napisał na platformie Truth Social, że sojusznicy NATO są tchórzami, za słowami stał konkretny kontekst, konkretne żądania i — po raz pierwszy od lat — realna groźba wyjścia USA z Sojuszu. Europa znów musi zadać sobie pytanie, na ile może liczyć na Waszyngton.
Przez dekady krytycy Trumpa uspokajali się formułą: „to tylko retoryka”. Tym razem analitycy bezpieczeństwa są ostrożniejsi w swoich ocenach. Seria wydarzeń z połowy marca 2026 roku pokazała, że relacje USA z NATO weszły w zupełnie nową fazę — głębszą i bardziej niebezpieczną niż cokolwiek, co widzieliśmy wcześniej.
WARTO PRZECZYTAĆ : Historyczny przełom w fotowoltaice, dużo lepsza wydajność jest możliwa
Cieśnina Ormuz jako papierek lakmusowy sojuszu
Trump uderza w sojuszników z NATO .Kontekst jest konkretny. Po izraelsko-amerykańskich uderzeniach na Iran i częściowym zablokowaniu Cieśniny Ormuz — tętnicy globalnej gospodarki, przez którą przepływa około 20 procent światowych dostaw ropy naftowej i gazu — Waszyngton zażądał od sojuszników zaangażowania militarnego. Trump chciał okrętów, oddziałów specjalnych i lojalności. Dostał dyplomatyczną rezerwę.
W czwartek 19 marca pięć państw Sojuszu — Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Holandia i Włochy, a także Japonia — zadeklarowało gotowość do podjęcia „odpowiednich” działań w celu odblokowania ruchu przez cieśninę. Jednak żadne z tych państw nie podało konkretów. Polska oznajmiła wprost, że nie zamierza wysyłać swoich sił w rejon Iranu.
Odpowiedź Trumpa nie kazała długo czekać.
„TCHÓRZE, ZAPAMIĘTAMY TO”
„Bez USA NATO JEST PAPIEROWYM TYGRYSEM! Nie chcieli dołączyć do walki o powstrzymanie Iranu z napędem atomowym. Teraz gdy ta walka została militarnie WYGRANA, z minimalnym ryzykiem dla nich, narzekają na wysokie ceny ropy, ale nie chcą pomóc w otwarciu Cieśniny Ormuz, prostym manewrze wojskowym. TCHÓRZE, ZAPAMIĘTAMY TO!” — napisał prezydent USA na platformie Truth Social.
To nie był wpis w próżni. Dzień wcześniej, 17 marca, Trump w ostrym oświadczeniu zaatakował sojuszników, zarzucając im brak woli do realnego wsparcia. Podkreślił, że Ameryka jest wystarczająco potężna, by samodzielnie prowadzić działania na Bliskim Wschodzie. A w wywiadzie dla „Financial Times” ostrzegł, że NATO czeka „bardzo zła przyszłość”, jeśli sojusznicy nie pomogą w zabezpieczeniu Ormuz.
Granica między frustracją a ultimatum zacierała się z godziny na godzinę.
Jeśli ciekawi Cię ta tematyka, to tutaj mamy inny artykuł w tej tematyce: Fenomen polskiej kawy – to potęga Europy

Groźba wyjścia z NATO — tym razem bez cudzysłowu
To, co przez lata było hipotezą think-tanków, stało się tematem realnych rozmów w Waszyngtonie.
Zapytany wprost, czy zamierza wyciągnąć konsekwencje lub wycofać się z Sojuszu, Trump powiedział, że nie ma w tej chwili nic konkretnego na myśli, lecz podkreślił, że jest bardzo zawiedziony. Zaznaczył też, że może podjąć decyzję o wycofaniu z NATO bez zgody Kongresu.
To zdanie wzbudziło alarm po obu stronach Atlantyku — i w Kongresie.
Zarówno Republikanin Don Bacon, były generał brygady US Air Force, jak i Demokrata John Garamendi, wyrazili zaniepokojenie, sugerując, że działania prezydenta mogą zaszkodzić sojuszowi. Bacon stanowczo odrzucił możliwość wyjścia USA z NATO bez zgody Kongresu, powołując się na ustawę z 2023 roku, która wymaga zgody dwóch trzecich senatorów na takie działanie.
Prawo mówi jedno. Polityczna wola — drugie. A Trump od dekady udowadnia, że potrafi rozkładać instytucje nie wprost, lecz przez erozję zaufania.
Europa zawiodła w Afganistanie? Polska temu zaprzecza
Obecny kryzys ma głębsze korzenie. W January 2026 roku Trump w rozmowie z Fox Business podważył wartość europejskiego wsparcia w Afganistanie, twierdząc, że sojusznicy „trzymali się z dala od linii frontu”.
W Polsce słowa te wywołały gwałtowną reakcję. Wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz przypomniał, że w Afganistanie zginęło 43 polskich żołnierzy. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski napisał: „Prowincja Ghazni, gdzie służył nasz kontyngent, na pusztuńskim południu, była frontowa, 7/10 na afgańskiej skali trudności i niebezpieczeństw. Nikt nie ma prawa drwić ze służby naszych żołnierzy.”
Więcej informacji o podobnej tematyce znajdziesz tutaj: Psychologia handlu w marketach ma się dobrze. Jak nas nakłaniają do zakupów?
Polska — mimo oficjalnego statusu „wzorowego sojusznika” w ustach samego Trumpa — nie zamierza jednak angażować się w irańską operację. Premier Donald Tusk był jednoznaczny: „Mamy inne zadania w NATO. To, co mamy w dyspozycji na morzu, musi służyć bezpieczeństwu Bałtyku.”
Sojusz oparty na lęku, nie na wartościach?
— Interwencja izraelsko-amerykańska w Iranie nie była omówiona z europejskimi sojusznikami. Trudno oczekiwać lojalności, gdy nie ma konsultacji — zauważył w komentarzu dla mediów kongresmen Don Bacon, były generał brygady US Air Force. Bacon podkreślił potrzebę koordynacji działań z partnerami europejskimi, wskazując na tę lukę jako źródło obecnego kryzysu.
To obserwacja, która odsłania głębszy problem: NATO nigdy nie było zaprojektowane do działania poza swoim traktatowym obszarem. Artykuł 5 obejmuje Europę i Atlantyk Północny — nie Zatokę Perską. Tymczasem Bliski Wschód, gdzie USA wraz z Izraelem prowadzą wojnę z Iranem, leży całkowicie poza obszarem działania Sojuszu, zgodnie z Traktatem Waszyngtońskim.
Trump tego nie kwestionuje. On po prostu ignoruje.
Zobacz także: Maatjas to holenderski śledź w oleju. Znasz jego walory zdrowotne?
Cena benzyny — rachunek dla zwykłych obywateli
Geopolityczne spory mają swój odpowiednik przy dystrybutorze. Cena ropy naftowej przekroczyła 105 dolarów za baryłkę — poziom, który uderza w europejskie gospodarki zależne od bliskowschodnich dostaw. To nie jest abstrakcja — to koszt ogrzewania, transportu i produkcji, który wprost przekłada się na portfele Polaków, Niemców i Francuzów.
I właśnie to — ironicznie — daje Trumpowi najostrzejszy argument: Europejczycy płacą rachunek za kryzys, ale nie chcą uczestniczyć w jego rozwiązaniu. Że rozwiązanie zostało narzucone bez konsultacji — to w tej narracji szczegół drugorzędny.
Sojusz wciąż istnieje. Ale na jakich warunkach?
Eksperci od bezpieczeństwa transatlantyckiego coraz częściej mówią o tym, czego przez lata nie chciano głośno nazywać: NATO wchodzi w erę sojuszu warunkowego. Nie opartego na wspólnych wartościach i wzajemnych zobowiązaniach, lecz na bieżącej kalkulacji interesów — i lojalności mierzonej posłuszeństwem wobec Waszyngtonu.
Trump sugeruje wprost, że realna lojalność Japonii jest dla niego cenniejsza niż formalne zobowiązania NATO. Ta zmiana priorytetów wskazuje na chęć budowania sojuszy opartych na bezpośredniej zbieżności interesów, zamiast polegania na wielostronnych strukturach, które prezydent uznaje za niewydolne i zbyt kosztowne.
Traktat Północnoatlantycki przetrwał Zimną Wojnę, rozpad ZSRR i ataki z 11 września. Przeżył też pierwszą prezydenturę Trumpa. Dziś jednak po raz pierwszy staje przed pytaniem głębszym niż polityczne — przed pytaniem o własną tożsamość.
Czy sojusz, który działa tylko wtedy, gdy jeden z partnerów nie żąda zbyt wiele — wciąż zasługuje na tę nazwę?

Artykuł powstał na podstawie doniesień Rzeczpospolitej, naTemat.pl, Gońca, CNBC, Euronews oraz agencji PAP z 17–21 marca 2026 roku.

