Pasztet ze sklepu – co tak naprawdę jesz?
Co musisz wiedzieć? – Pasztet ze sklepu
- Tanie pasztety zawierają mięso oddzielane mechanicznie (MOM), zmielone skórki i chrząstki, a udział prawdziwego mięsa mięśniowego bywa zaskakująco niski.
- Producenci maskują niską jakość składników glutaminianem sodu i mylącymi etykietami, co sprawia, że większość konsumentów nie zdaje sobie sprawy z tego, co je.
- Warto czytać skład i wybierać pasztety, w których mięso mięśniowe jest na pierwszym miejscu, a lista dodatków jest możliwie krótka.
Spis treści
Pasztet to jeden z najpopularniejszych produktów w polskich lodówkach. Smarujemy go na kanapkę rano, zabieramy do pracy, podajemy dzieciom. Jego intensywny, mięsny smak kojarzy się z domowym ciepłem i prostotą. Tymczasem to, co kryje się w środku słoika czy puszki, ma niewiele wspólnego z sielskim obrazkiem na etykiecie. Producenci od lat wykorzystują fakt, że większość konsumentów po prostu nie czyta składu – albo czyta, ale nie rozumie, co tak naprawdę oznaczają poszczególne pozycje na liście.
Warto się w to zagłębić, bo wiedza o tym, co ląduje na naszym talerzu, to nie kwestia snobizmu czy modnej diety. To podstawowa świadomość zdrowotna, którą każdy z nas powinien posiadać.
WARTO PRZECZYTAĆ : Wpływ stylu życia na ostateczne efekty przeszczepu włosów
Co naprawdę kryje się w składzie?
Pasztet ze sklepu – co tak naprawdę jesz? Zacznijmy od sedna. Tani pasztet – a więc ten, który kupujemy najczęściej, bo jest dostępny, szybki i niedrogi – w ogromnej większości przypadków zawiera tzw. MOM, czyli mięso oddzielane mechanicznie. To masa uzyskiwana przez przeciskanie tusz zwierzęcych przez sita pod wysokim ciśnieniem. W jej skład wchodzą zmielone chrząstki, skóry, tkanka łączna, a niekiedy fragmenty kości. Technicznie jest to „mięso”, ale w potocznym rozumieniu tego słowa – już niekoniecznie.
Jeśli ciekawi Cię ten temat, to tutaj mamy drugi artykuł o podobnej tematyce: Wpływ diety na ostateczne efekty przeszczepu włosów
Do tego dochodzą skórki wieprzowe, które są tanim wypełniaczem podnoszącym kaloryczność produktu i nadającym mu odpowiednią konsystencję. Skórki same w sobie nie są trucizną, ale ich obecność obniża wartość odżywczą całego produktu i zwiększa zawartość tłuszczu – często nasyconego. W popularnych pasztetach dostępnych w każdym polskim sklepie zawartość prawdziwego mięsa mięśniowego potrafi wynosić zaledwie kilkanaście procent. Reszta to właśnie wypełniacze, tłuszcze, woda i dodatki.
Na liście składników znajdziemy też skrobię, mąkę, a coraz częściej – białko sojowe. Całość doprawiana jest glutaminianem sodu, który odpowiada za intensywny, „mięsny” smak, do którego tak chętnie wracamy. To on sprawia, że pasztet smakuje lepiej niż wynikałoby z jakości jego składników. Producenci doskonale wiedzą, że uzależniamy się od tego umami i chętnie po nie sięgają.

Dlaczego tak mało osób o tym wie?
Problem leży w kilku miejscach jednocześnie. Po pierwsze – etykiety. Przepisy unijne nakładają obowiązek podawania składu, ale sposób jego prezentacji bywa celowo zawiły. Składniki wymieniane są co prawda od najliczniej występującego, ale nazwy takie jak „mięso wieprzowe, w tym skórki” czy „MOM z indyka” brzmią neutralnie i nie budzą niepokoju przeciętnego kupującego. Mały druk, skomplikowane nazwy chemiczne konserwantów, skróty – to wszystko sprawia, że większość z nas machnie ręką i włoży produkt do koszyka.
Po drugie – przyzwyczajenie. Pasztet towarzyszy polskim stołom od pokoleń. Mamy do niego emocjonalny stosunek. Kojarzy się z babciną kuchnią, prostymi kanapkami, normalnym życiem. Ten sentyment skutecznie wyłącza krytyczne myślenie. Przemysł spożywczy to doskonale rozumie i chętnie gra na tych nutach – stąd etykiety z wiejską chałupą, krówkami na łące i „tradycyjną recepturą”.
To także może Cię zainteresować: Przeczytaj “Wpływ stylu życia na ostateczne efekty przeszczepu włosów”, aby dowiedzieć się więcej!
Po trzecie – cena. Dobry pasztet, zrobiony z prawdziwego mięsa mięśniowego, z minimalną ilością dodatków, kosztuje kilkakrotnie więcej niż jego masowy odpowiednik. Dla wielu rodzin to realny argument ekonomiczny, którego nie można zbagatelizować. Zdrowe jedzenie wciąż jest w Polsce towarem luksusowym.
Jak wybierać mądrze?
Nie trzeba całkowicie rezygnować z pasztetu. Warto jednak nauczyć się kilku prostych zasad, które pomogą odróżnić produkt przyzwoity od tego, który nie powinien nosić miana pasztetu. Przede wszystkim: czytaj skład. Mięso mięśniowe powinno być na pierwszym miejscu, a jego procentowy udział – wyraźnie wyższy niż 50%. Im krótsza lista składników, tym lepiej. Unikaj produktów, w których wśród pierwszych pięciu pozycji znajdziesz skrobię, białko sojowe lub MOM.
Zobacz także: Aluminium – wstrząs na rynku dostaw i wzrost cen
Zwróć też uwagę na zawartość soli i tłuszczu. Tanie pasztety bywają ekstremalnie słone – to kolejny sposób na wzmocnienie smaku i zamaskowanie niskiej jakości składników. Sód w diecie to jeden z głównych czynników ryzyka nadciśnienia, szczególnie u osób starszych i dzieci.
Dobrą alternatywą są pasztety produkowane przez małe zakłady wędliniarskie lub te z certyfikatami ekologicznymi. Ich skład bywa naprawdę krótki: mięso, tłuszcz, przyprawy. Nic więcej. Smak też jest inny – mniej intensywny, bardziej naturalny, choć do niego również trzeba się przyzwyczaić po latach jedzenia produktów nafaszerowanych glutaminianem.
Pasztet nie musi znikać z naszego jadłospisu. Ale zasługuje na to, żebyśmy wiedzieli, co tak naprawdę w nim jemy.


