Co przedawkowują nawet 9-latki? Prawda o syropach na kaszel
Co musisz wiedzieć? – Oto co przedawkowują nawet 9-latki – leki i substancje psychoaktywne
- Coraz więcej dzieci, nawet 9-letnich, przedawkowuje leki dostępne bez recepty – syropy na kaszel z dekstrometorfanem, leki przeciwbólowe i benzodiazepiny wyniesione z domowych apteczek.
- Media społecznościowe, algorytmy i zamknięte grupy w sieci stały się głównymi kanałami, przez które dzieci uczą się, jak i co zażywać, często w celu regulacji trudnych emocji, a nie dla zabawy.
- Kluczem do profilaktyki jest otwarta relacja z dzieckiem, świadome przechowywanie leków w domu oraz zmiana podejścia systemu edukacji z moralizowania na budowanie odporności psychicznej.
Spis treści

Jeszcze dekadę temu, gdy mówiło się o substancjach psychoaktywnych wśród dzieci i młodzieży, pierwszym skojarzeniem były dopalacze sprzedawane w podejrzanych sklepikach lub alkohol przemycany na imprezy. Dziś obraz jest znacznie bardziej niepokojący – i znacznie bliższy domowej apteczce, niż większość rodziców chciałaby przyznać. Polskie szpitale odnotowują rosnącą liczbę przypadków zatruć u dzieci, które nie ukończyły nawet dziesięciu lat. Sprawcami nie są egzotyczne narkotyki, lecz substancje, które można znaleźć w każdej łazience lub zamówić w kilka minut przez internet.
WARTO PRZECZYTAĆ : Cukier niszczy wątrobę – używamy go za dużo, mówią naukowcy
Co przedawkowują dzieci – skala problemu, który wymyka się statystykom
Co przedawkowują nawet 9-latki .Dane Centrum Informacji Toksykologicznej oraz raportów Instytutu Psychiatrii i Neurologii są alarmujące. Wśród substancji najczęściej powodujących zatrucia u dzieci i nastolatków dominują leki dostępne bez recepty – przede wszystkim preparaty przeciwbólowe zawierające ibuprofen i paracetamol, leki przeciwhistaminowe pierwszej generacji oraz syropy na kaszel zawierające dekstrometorfan. Ten ostatni, w wysokich dawkach, wywołuje efekty dysocjacyjne zbliżone do działania ketaminy – halucynacje, poczucie odrealnienia i euforię. Nazywany jest przez młodych „robotripem” lub „DXM” i jest przedmiotem tysięcy postów w mediach społecznościowych, gdzie dzieci dzielą się „poradami” dotyczącymi dawkowania.
Osobną kategorię stanowią leki na receptę wynoszone z domowych apteczek. Benzodiazepiny przepisywane rodzicom na zaburzenia lękowe i bezsenność, opioidy stosowane po zabiegach chirurgicznych, a także popularne leki nasenne – to wszystko trafia w ręce dzieci znacznie częściej, niż wynika z oficjalnych zgłoszeń. Część przypadków nigdy nie trafia do szpitala, bo rodzice wstydzą się przyznać, że substancja pochodziła z ich własnej szafki. Eksperci szacują, że realna liczba zatruć może być kilkakrotnie wyższa niż ta odnotowana w statystykach.
To może Cię zainteresować: Sztuczna inteligencja zabierze ci pracę? Czy jest się czego bać?
Niepokojący trend stanowi również wzrost zatruć substancjami wziewnymi – klejami, aerozolami, gazem do zapalniczek i korektorami. Te substancje są legalne, tanie i dostępne w każdym sklepie papierniczym. Wdychanie oparów powoduje krótkotrwałą euforię, ale jednocześnie może wywołać nagłe zatrzymanie serca – zjawisko znane jako Sudden Sniffing Death Syndrome. Ofiarami bywają dzieci, które po raz pierwszy sięgają po taką substancję, bez żadnego wcześniejszego doświadczenia z innymi używkami.

Dlaczego dzieci po to sięgają – algorytmy, nuda i niewidzialni rodzice
Odpowiedź na pytanie „dlaczego” jest złożona i nie sprowadza się do prostego schematu złego wychowania czy patologicznej rodziny. Zjawisko dotyczy dzieci z różnych środowisk – z małych miast i metropolii, z rodzin zamożnych i ubogich, z domów pełnych i niepełnych. Wspólnym mianownikiem jest często coś innego: dostęp do mediów społecznościowych bez nadzoru, poczucie nudy i pustki, a przede wszystkim – niewidzialność w sieci i w domu jednocześnie.
TikTok, YouTube Shorts i zamknięte grupy na Discordzie stały się głównymi kanałami, przez które dzieci dowiadują się, jakie substancje i w jakich dawkach wywołują pożądany efekt. Treści te są publikowane i usuwane w zawrotnym tempie, a algorytmy platform często podsuwają je dzieciom zainteresowanym tematyką „haju”, zanim moderatorzy zdążą zareagować. Psycholodzy zwracają uwagę, że dla wielu dzieci eksperymentowanie z substancjami to nie poszukiwanie przyjemności, lecz próba regulacji emocji – radzenia sobie z lękiem, poczuciem odrzucenia, presją szkolną lub problemami w domu.
To także może Cię zainteresować: Przeczytaj “Chiny potępiły ataki na kraje Zatoki Perskiej. Co planuje Pekin?”, aby dowiedzieć się więcej!
Pandemia COVID-19 pozostawiła trwały ślad w zdrowiu psychicznym dzieci. Izolacja, przerwa w edukacji stacjonarnej i rozluźnienie struktur dnia codziennego zbiegły się z rekordowym wzrostem diagnoz depresji i zaburzeń lękowych wśród najmłodszych. Część z nich szuka ulgi właśnie tam, gdzie jest to najłatwiej dostępne – w domowej apteczce lub sklepie za rogiem.
Co mogą zrobić rodzice i co powinien zrobić system
Rozmowa to fundament, ale musi wyprzedzić problem, a nie być reakcją na kryzys. Eksperci od profilaktyki uzależnień są zgodni – dzieci, które mają z rodzicami otwartą relację opartą na zaufaniu, znacznie rzadziej sięgają po substancje psychoaktywne. Nie chodzi o jednorazową poważną rozmowę „o narkotykach”, lecz o stały, naturalny dialog o emocjach, trudnościach i ryzyku.
Praktycznym krokiem, o którym mało się mówi, jest świadome zarządzanie domową apteczką. Leki – zwłaszcza benzodiazepiny, opioidy i leki nasenne – powinny być przechowywane w miejscach niedostępnych dla dzieci, a przeterminowane preparaty regularnie oddawane do aptek. To proste działanie może uratować życie.
System ochrony zdrowia i edukacji również wymaga zmiany podejścia. Profilaktyka uzależnień w szkołach wciąż zbyt często opiera się na straszeniu i moralizowaniu, zamiast na budowaniu kompetencji emocjonalnych i krytycznego myślenia. Tymczasem badania jednoznacznie wskazują, że programy oparte na wiedzy o mechanizmach uzależnienia i rozwijaniu odporności psychicznej są znacznie skuteczniejsze niż tradycyjne kampanie oparte na zakazie.
Problem przedawkowań wśród dzieci nie jest marginalnym zjawiskiem dla specjalistów. Jest sygnałem alarmowym, który mówi nam coś ważnego o kondycji całego społeczeństwa – o tym, jak bardzo dzieci potrzebują uwagi, bezpieczeństwa i realnej obecności dorosłych w swoim życiu. Apteczka zamknięta na klucz to dobry początek. Ale to dopiero początek.


